Wybory: nie dajmy się oszukać

Drukuj

Ostatnie godziny przed ciszą wyborczą to także ostatnie godziny festiwalu obietnic bez pokrycia. Licytacja kto da więcej trwa do samego końca. Niestety to „kto da więcej” oznacza także kto bardziej zaszkodzi rozwojowi polskiej gospodarki, a tym samym uniemożliwi szybszą poprawę poziomu życia milionom mieszkających w Polsce rodzin.

Dobrobytu nie da się zadekretować ustawą, choć politycy reprezentujący większość komitetów wyborczych próbują nam wmówić, że jest to możliwe. Aby Polska szybciej doganiała Zachód niezbędne są w nowej kadencji reformy, które pozwolą na wzrost poziomu zatrudnienia i stopy inwestycji przedsiębiorstw a także na szybsze tempo wzrostu produktywności i naprawę finansów publicznych. Katalog takich reform przedstawiliśmy w raporcie FOR „Następne 25 lat: Jakie reformy, musimy przeprowadzić, by dogonić Zachód?”.

Odpowiedź na pytanie „Czy realizacja obietnic wyborczych pozwoli Polsce dognić Zachód?” zadane w tytule ostatniej analizy FOR jest przecząca w przypadku większości komitetów wyborczych. Festiwal populistycznych obietnic zdecydowanie wygrywa Zjednoczona Lewica. Realizacja ich propozycji oznaczałaby przyrost długu publicznego w latach 2016-2019 o prawie 400 mld zł. Przypominam, że dług publiczny, który FOR pokazuje na liczniku zadłużenia w centrum Warszawy, to nieco ponad 1000 mld zł (1 bilion zł). Drugie miejsce w licytacji na populizmy zajmuje Prawo i Sprawiedliwość. Koszt realizacji obietnic partii Jarosława Kaczyńskiego to prawie 140 mld zł w czasie trwania kadencji. Nieodpowiedzialne jest proponowanie takiej skali rozdawnictwa pieniędzy z budżetu państwa w sytuacji gdy deficyt na przyszły rok ma sięgać ponad 50 mld zł. Ponadto koszty sztandarowej anty-reformy PiS, czyli powrotu do poprzedniego wieku emerytalnego, rosłyby dramatycznie w kolejnych latach po zakończeniu następnej kadencji. Kolejne w rankingu szkodliwych dla finansów publicznych i polskiej gospodarki obietnic są: Kukiz’15 (przyrost długu o 87 mld zł), Platforma Obywatelska (prawie 22 mld zł) i PSL (18 mld zł). Jedynie Nowoczesna Ryszarda Petru nie wzięła udziału w przedwyborczej licytacji na kosztowne obietnice bez pokrycia i rozdawnictwo pieniędzy z budżetu a realizacja programu tej partii może doprowadzić do poprawy sytuacji finansów publicznych i obniżenia zadłużenia Polski.

10404879_10153308376216025_8014128893629100679_n

Większość partii zamiast propozycji reform, które mogłyby pozwolić na szybsze doganianie bogatszego Zachodu oferuje wyborcom scenariusz grecki lub kontynuację polityki „ciepłej wody w kranie”, która nie odpowiada stojącym przed Polską wyzwaniom rozwojowym. Pod przykrywką poprawy dobrobytu większość partii ukrywa działania, które oznaczają wyższe podatki, więcej państwa (polityków) w gospodarce, wyższe bezrobocie i wolniejsze tempo rozwoju. Nie dajmy się oszukać.

Poza obietnicami wyborczymi warto przyjrzeć się także dotychczasowym działaniom partii. Dzień wyborów jest przecież dniem sądu dla polityków a do wydania wyroku potrzebny jest materiał dowodowy. Mnie interesuje szczególnie obszar systemu emerytalnego. Jedną z najważniejszych reform przeprowadzonych przez rząd PO-PSL było podwyższenie wieku emerytalnego w celu zwiększenia stabilności systemu emerytalnego i finansów publicznych. Wraz z rosnącą średnią długością życia wiek emerytalny będzie musiał rosnąć. Młode pokolenie a także kolejne generacje będą pracować dłużej niż do 67 roku życia. Dlatego w ramach sprawiedliwości międzypokoleniowej warto rozważyć powiązanie wieku emerytalnego z długością życia aby skończyć szkodliwe licytacje przedwyborcze kto bardziej ten wiek obniży. Rząd PO-PSL dokonał też dwóch emerytalnych anty-reform. Najpierw znacząco ograniczył część składki przekazywanej do II filaru (OFE) a zwiększył składkę przekazywaną do ZUS. Następnie rządzący dokonali drugiego rozbioru OFE przejmując ponad połowę oszczędności emerytalnych Polaków.

Obawiam się, że partie, które proponują miliardowe wydatki w kolejnej kadencji mogą chcieć sięgnąć po pozostałą część oszczędności emerytalnych Polaków w OFE. Należy podkreślić, że Prawo i Sprawiedliwość również skok na pieniądze przyszłych emerytów z OFE popierało. Mogę z pewną dumą powiedzieć, że należałem od samego początku do tych, którzy byli przeciwko OFE.” – powiedział w 2013 r. Jarosław Kaczyński. Główny ekonomista SKOK i kandydat na posła z listy PiS Janusz Szewczak mówił w kwietniu 2013 r. OFE to największy przekręt III RP a także absolutnie, było to gigantyczne oszustwo, jedno z największych w Europie w ostatnich latach”. 6 grudnia 2013 r. politycy PiS zagłosowali przeciwko przejęciu oszczędności emerytalnych z OFE, choć rozważali zagłosowanie za. Wiceprezes PiS Beata Szydło powiedziała wtedy: warunkowaliśmy przyjęcie tej ustawy, od tego m.in. czy będą gwarancje dla przyszłych emerytów, także tych, którzy pozostaliby w OFE, że utrzymana będzie minimalna stopa zwrotu w otwartych funduszach. Nie stało się tak, więc zagłosowaliśmy przeciwko”. Brak spełnienia tych warunków i konieczność głosowania przeciwko rządzącej koalicji sprawiły, że posłowie PiS nie znaleźli się na czarnej liście posłów, którzy w rozbiorze OFE brali udział. To tylko nieobecność pozorna.

Zamiast pokazania jak politykę „ciepłej wody w kranie” zastąpić reformami prowadzącymi do szybkiego wzrostu gospodarczego, jednym z filarów kampanii PO w tych wyborach jest ponownie straszenie PiS-em. Polska to cały czas nie są Węgry. Mamy silniejsze (choć wciąż zbyt słabe) społeczeństwo obywatelskie, które będzie rządzących recenzować i pilnować, blokując autorytarne zapędy lidera PiS. Jest pewne ryzyko, że Jarosław Kaczyński i jego zakon narobią szkód w polskiej gospodarce czy praworządności, ale jestem przekonany, że polskie społeczeństwo obywatelskie szybko takiemu rządowi wystawi rachunek i wyeliminuje na długo albo na zawsze z polskiej polityki. Groźba „orbanizacji” istnieje, ale jeśli nie zablokujemy jej przy urnie wyborczej będziemy mobilizować się, aby „orbanizację” Polski blokować po wyborach.

Drugim filarem kampanii PO, powiązanym ze straszeniem PiS, jest hasło, że głosowanie na mniejsze partie to głos stracony. Głosowałem na PO w wielu wyborach od czasu uzyskania prawa wyborczego. Dziś wiem, że był to głos stracony. Gdybym zrobił to po raz kolejny nie potwierdziłbym, że jestem lemingiem tylko frajerem, który daje się oszukiwać a potem i tak zaślepiony głosuje na tych co nie realizują swoich obietnic. Dzisiejsza Platforma Obywatelska, jako „mniejsze zło”, straciła swoją wiarygodność. Warto też podkreślić, że metoda d’Hondta, według której liczone są głosy, sprawia, że im więcej mniejszych dziś partii wejdzie do Sejmu tym mniejszą przewagę będzie miał zwycięzca wyborów. Innymi słowy im mniej partii w Sejmie, tym bardziej rośnie przewaga zwycięzcy wyborów (np. PiS) nad drugim ugrupowaniem (np. PO). Dlatego nie warto głosować na PO tylko dlatego, że partia ta straszy PiS. Lepiej w nadchodzących wyborach zagłosować z czystym sumieniem na większe dobro, zgodnie z własnymi poglądami, odrzucając partie, które składają kosztowne obietnice bez pokrycia przybliżające Polskę do Grecji. Dokonajmy świadomego i odpowiedzialnego wyboru. Zmiana jest dobra o ile jest to zmiana na lepsze.

Czytaj również