Związkowcy znów przeciwko ludziom pracy

Drukuj

Październikowe tytuły wielu artykułów poświęconych proponowanej przez Platformę Obywatelską zmianie w kodeksie pracy pozwalającej na wypłatę wynagrodzenia za pracę w sobotę były pochodną populistycznych haseł związków zawodowych i niektórych przedstawicieli opozycji.

trade union_CC„To przecież wprowadzanie tylnymi drzwiami 6-dniowego tygodnia pracy, choć od roku 1989 wydawało się, że 5-dniowy tydzień pracy to norma cywilizacyjna” – mówił Zbigniew Kuźmiuk z PiS. „Pracodawcy w sposób legalny chcą korzystać z pracy swoich podwładnych w dniu szóstym. Jeżeli ustawodawca przyjmie to prawo, to będzie to powodowało poważne perturbacje dla zdrowia i życia osobistego pracownika” – dramatyzował reprezentujący OPZZ Paweł Śmigielski. „6-dniowy tydzień pracy to szaleństwo” – podsumował prezes NSZZ Solidarność Piotr Duda. Zapewne część osób uległo tej związkowo-opozycyjnej propagandzie, ale prawda jest taka, że nikt 6-dniowego tygodnia pracy w Polsce nie wprowadza. Wystarczy sięgnąć po do projektu ustawy i jego uzasadnienia, co na szczęście część dziennikarzy zrobiło.

Proponowana zmiana w kodeksie pracy jest dość prosta i ma umożliwić pracownikowi dokonanie wyboru czy za pracę w sobotę woli otrzymać wynagrodzenie czy dzień wolny od pracy. Jak podkreśla Anna Czepiel, autorka publikacji Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR) na ten temat, „pracodawca natomiast będzie mógł odgórnie wybrać wypłacenie dodatkowych pieniędzy tylko w sytuacjach, gdy oddanie dnia wolnego nie będzie możliwe”. Zmiana jest o tyle ważna, że pozwoli pracodawcom na zgodną z prawem wypłatę wynagrodzenia w sytuacji gdy nie ma możliwości oddania pracownikowi dnia wolnego z przyczyn obiektywnych takich jak np. kończący się okres rozliczeniowy, układ kalendarza czy nieobecność pracownika spowodowana chorobą. Autorka opracowania FOR stwierdza także, że można zapobiec potencjalnym nadużyciom np. poprzez enumerację takich sytuacji, w których pracodawca nie ma możliwości zwrócenia dnia wolnego. Poza tym jak podkreślałem w programie „Sobota po Tygodniu” w Polskim Radiu 24 wbrew obawom związków zawodowych istnieje szereg przepisów w kodeksie pracy, które chronią pracowników przed nadmiernym obciążeniem. Należy wiec egzekwować już istniejące prawo a jeśli nie jest ono, zdaniem związkowców, w należytym stopniu egzekwowane to trzeba zbadać dlaczego, a nie tworzyć czy utrzymywać zbędne regulacje.

Ponadto zmiana w kodeksie pracy pozwoli na ujednolicenie przepisów dotyczących sobót z przepisami, które już teraz regulują pracę w niedzielę (podążając za fałszywą logiką związków zawodowych od niedzieli do piątku możemy mieć również 6-dniowy tydzień pracy). Jak podkreśla Anna Czepiel z FOR „obecnie pracownik, który nadprogramowo pracuje w niedzielę, ma prawo do 100-proc. dodatku do wynagrodzenia, chyba że złoży wniosek o zastąpienie tego dodatku dniem wolnym. Zatem zatrudnieni, którzy pracują w sobotę, są teraz pod tym względem niesłusznie dyskryminowani w porównaniu z pracującymi w niedzielę.” To już jednak związkowców i niektórych przedstawicieli opozycji nie interesuje – etykietką „równości” posługują się tylko tam gdzie jest to dla nich wygodne.

Populistyczne hasła płynące z ust związkowych działaczy po raz kolejny potwierdzają, że większość związków zawodowych już dawno przestała działać w interesie ludzi pracy. Dodatkowo związkowcy są także naturalnymi przeciwnikami osób bezrobotnych. Poprzez presję na rządzących w kierunku usztywniania kodeksu pracy, nadmiernej ochrony zatrudnionych czy ciągłego podwyższania płacy minimalnej szkodzą tym, którzy zatrudnienia obecnie nie mają. Najsilniej uderzają oczywiście w najsłabszych – osoby najgorzej wykształcone i z najmniejszym doświadczeniem zawodowym. Tak wygląda obecnie związkowa „wrażliwość społeczna”.

Jednocześnie związki zawodowe cały czas są grupą uprzywilejowaną. W 2012 r. Forum Obywatelskiego Rozwoju wspólnie ze Związkiem Przedsiębiorców i Pracodawców apelowało o likwidację przywilejów, których nie mają inne organizacje społeczne. Są to:

– etaty związkowe na koszt pracodawcy, a tak naprawdę na koszt konsumenta,

– pomieszczenia związkowe na terenie zakładu, w praktyce udostępniane na koszt pracodawcy,

– przerzucenie zbierania składek związkowych ze związków zawodowych na pracodawców.

Niestety posłom PO, pomimo rozpoczęcia prac na zmianami ustawy o związkach zawodowych, nie starczyło odwagi aby te przywileje zlikwidować. Widać związkowy szantaż, w stylu działania Korei Północnej, o którym wspominał w kontekście ostatnich wydarzeń w górnictwie Jan Winiecki, po raz kolejny wygrał ze zdrowym rozsądkiem. Próba zablokowania populistycznymi hasłami korzystnych dla pracowników i pracodawców zmian w kodeksie pracy to kolejny dowód na to, że z tymi nadmiernymi przywilejami związków należy jak najszybciej skończyć. W interesie ludzi pracy.

Czytaj również